Czy zastanawiałeś się kiedyś czego żałują ludzie na łożu śmierci?

Australijska pielęgniarka, Bronnie Ware przez wiele lat sprawowała opiekę nad nieuleczalnie chorymi ludźmi, towarzysząc im w ostatnich tygodniach życia. Z rozmów, które z nimi prowadziła, często zwierzeń, wykrystalizował się pewien zbiór wątków. Otóż umierający ludzie, niezależnie od osiągnięć, tego kim byli w przeszłości, ile mieli pieniędzy, żałowali bardzo podobnych rzeczy.

Pierwszy żal

Na pierwszym miejscu tego smutnego rankingu znalazł się żal o to, że nie starczyło im  odwagi, by bardziej żyć w zgodzie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi.

A jak jest u Ciebie? Czy tam na serca dnie, czujesz i wiesz czego pragniesz? Być może jeszcze się nad tym nie zastanawiałeś, w końcu żyliśmy wszyscy w niezłym kołowrotku przed wybuchem pandemii. Ale niedługo minie rok odkąd każdy z nas dostał szansę, by choć na chwilę się zatrzymać i zastanowić. Ale może akurat Ty  doskonale wiesz, czego chcesz, tylko tego nie robisz z powodu wielu przekonań, które masz na temat siebie i życia, albo blokuje Cię lęk przed zmianą i lęk przed nieznanym lub zostajesz w miejscu z obawy przed krytyką ze strony innych.

Właściwie nie jest najważniejsze jak było do tej pory, ale moment uświadomienia sobie tej prawdy jest kluczowy. A może nawet nie sam moment, tylko to co z tym zrobisz dalej.

To nie koniec tych, z jednej strony przygnębiających wiadomości. Bo gdyby spojrzeć z innej perspektywy, to dla nas, żyjących, są to bardzo cenne informacje, o ile wyciągniemy z nich należyte wnioski.

Drugi żal…

A więc ludzie umierający, w szczególności mężczyźni żałowali, że pracowali tak ciężko. Ich nieobecność nie tylko fizyczna, ale też mentalna mocno odbijała się na relacjach z rodziną.  A paradoksalnie, to właśnie dla tych najbliższych, żon, córek i synów poświęcali najlepsze lata życia.

Przypominają mi się słowa profesora Władysława Bartoszewskiego budzące jeszcze głębszą refleksję nad tym czemu poświęcamy się w życiu i dlaczego.

A brzmią one tak:   

Są w życiu rzeczy, które warto,

są rzeczy które się opłaca

i nie zawsze to co warto się opłaca,

nie zawsze to co się opłaca warto.

Trzeci żal…

Jeśli jeszcze jesteś ze mną, to dowiesz się, że odchodzącym z tego świata ludziom było również żal tego, że nie wyrażali szczerze swoich uczuć.

Wyrażanie uczuć niby prosta sprawa, ale okazuje się, że jednak bardzo często uczucia i emocje zostają nieuświadomione, wyparte lub stłumione. Wszystko jest kwestią tego, czy w ogóle mamy kontakt ze swoimi uczuciami, czy potrafimy je rozpoznawać, nazywać i w odpowiedni sposób z nimi postępować.

Żeby się w tym rozeznać warto byłoby sięgnąć troszkę głębiej, do emocji, których przewija się przez nas codziennie niezliczona ilość. Tylko właśnie, czy pozwalamy sobie je czuć? Czy dajemy im wybrzmieć? Czy przetaczającej się przez nas fali smutku dajemy szansę rozlać się, dosłownie, wraz z całym pakietem łez? Czy ściśnięte z żalu gardło udaje się rozluźnić, bo znajdujemy źródło, które spowodowało jego ścisk? A co z radością? Czy jak  się cieszysz, to tak na maksa? Czy może nie wypada już w tym wieku tak się śmiać? Z pewnością trudno przeoczyć moment, kiedy zalewa nas fala złości, ale czy szukamy głębiej co się pod tą złością kryje i jakie sfrustrowane potrzeby tak ją skumulowały?

Jeśli w duchu, czytając ten tekst, myślisz sobie: tak, tak, dokładnie tak jest, jestem na to uważny, to cudownie- można powiedzieć, że jesteś uratowany. A jeśli to dla Ciebie nowość, to  musisz koniecznie wiedzieć, że liczne badania naukowe wykazują kluczowy związek między wypieraniem uczuć i emocji, a chorobami ciała. Niezidentyfikowane bóle brzuch lub głowy, a czasem bardzo poważne choroby autoimmunologiczne i psychosomatyczne mają tam właśnie swoje źródło.  

Emocje zapisują się w ciele i jeśli regularnie ich nie przepracowujemy, to nasze  ciało najpierw cicho i delikatnie, a z czasem bardzo głośno i dobitnie będzie się tego domagać. Metod uwalniania emocji z ciała jest bardzo dużo i to jest temat, któremu warto byłoby poświęcić osobny wątek. No bo jeśli mamy szansę coś zmienić, to może warto chociaż spróbować?

Czwarty żal…

Konsekwencją niewyrażanych uczuć i braku kontaktu z własnymi emocjami są często utracone lub nieszczęśliwe relacje. I to one również zaprzątały myśli osób w ostatnich tygodniach życia.

Jak to jest, że tak bardzo pragniemy bliskich i karmiących relacji, a z drugiej strony tak trudno jest je stworzyć i pielęgnować? Może to kwestia tego, że one nie się są dane raz na zawsze, może sęk w tym, że relacje zawsze tworzą dwie osoby i tylko obustronne zaangażowanie, wzajemna otwartość i chęć zrozumienia drugiej strony pozwolić stworzyć głęboką i silną więź?

Mówią, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, i jest w tym sporo prawdy, bo nie sztuką jest trwać przy drugiej osobie, gdy wszystko układa się dobrze. Nie wymaga wysiłku by dzielić razem chwile szczęścia i radości. Sztuką jest przyjąć drugiego człowieka takim jakim jest, z jego jasną i ciemną stroną. Z pewnością łatwiej uczynić to tym z nas, którzy sami w sobie zobaczyli i przyjęli te dwie twarze.

Przyjąć drugiego człowieka z pełną akceptacją tego kim jest i jaki jest i zostać przyjętym, myślę, że to jeden ze szczytów szczęścia.

Piąty żal…

Skupię się teraz na tym szczęściu, bo to z nim związany jest kolejny uścisk żalu. Umierający ludzie żałowali, że nie pozwolili sobie być po prostu szczęśliwymi.

Ale czy to jest takie proste?

Z jednej strony szczęście jest bardzo proste, naprawdę jest tuż przed naszym nosem, można odnaleźć je w każdej chwili i jest dostępne dla każdego.  

Cały problem polega na tym, że nasze umysły nieustannie szukają rozwiązań, by spełnić nasze oczekiwania i dopasować się do sztywnych przekonań, które w sobie nosimy.  Pęd życia i pogoń by zaspokoić sztucznie wykreowane w nas potrzeby skutecznie uniemożliwiają nam opuszczenie tego wprawionego w ruch kołowrotka.

Żeby pozwolić sobie być szczęśliwym, trzeba pozwolić sobie po prostu BYĆ. Tak świadomie być, odczuwać, zauważać świat zewnętrzny, ale też swój świat wewnętrzny. A to wydarzy się tylko wtedy, gdy uda nam się zatrzymać. Gdy uda nam się choć przez chwilę być z pełną otwartością dla tego jak jest, bez oceniania, gdy uda nam się choć na chwilę wyzbyć oczekiwań, zrezygnować z przekonań co do tego jak powinno być.

W miejsce tych wszystkich porzuconych ,,chcę”, ,,nie chcę”, ,,musi”, ,,powinno” i ,,trzeba” pojawi się taka wyjątkowa przestrzeń, którą nazwałabym lekkością – ta lekkość bycia i życia to doświadczenie, które daje poczucie szczęścia.

Marzy mi się taki świat: rodzimy się wolni, nasze istnienie jest wartością samą w sobie i mamy prawo żyć w zgodzie ze sobą. Od małego uczą nas rozpoznawać emocje, dają prawo wyrażać uczucia i mieć własne zdanie, pozwalają nam powiedzieć ,,nie” i zostać z tym ,,nie” przyjętym, z pełnym szacunkiem dla naszego odrębnego zdania, bez uszczerbku na naszym poczuciu własnej wartości lub miłości ze strony najbliższych i w końcu wyrastamy na świadomych siebie i szczęśliwych ludzi. Ludzi, którzy w drugim człowieku zawsze widzą cząstkę siebie.

Taki marzy mi się świat, ale dziś zamiast gdybać, po prostu biorę to co jest  i próbuję zrobić z tego najlepiej jak się da, najlepsze co tylko się da, z miłości do siebie.

W końcu nawet najdalsza podróż, zaczyna się od pierwszego kroku, nawet ta do życia w zgodzie ze sobą.

Nie chcę żałować.  A Ty?